Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

III Rzesza na prochach

Czytaj dalej
Fot. materiały prasowe
Roger Boyes, „The Times”

III Rzesza na prochach

Roger Boyes, „The Times”

W nazistowskich Niemczech używanie narkotyków było surowo karane. Oficjalnie. Jednocześnie bowiem władze szukały środka chemicznego, który da napęd blitzkriegowi. Szukały skutecznie.

Jak wygrywać, a później przegrać wojnę? Jeden ze sposobów to nafaszerować decydentów aż po czubek głowy narkotykami oraz napchać kieszenie załóg czołgów i okrętów podwodnych metamfetaminą czy gumą do żucia ochrzczoną koką. A co ze zwykłymi ludźmi? Ci będą przeszczęśliwi, mogąc zajadać się naszprycowanymi czekoladkami.

Niemiecki pisarz i dziennikarz Norman Ohler w książce „Der totale Rausch - Drogen im Dritten Reich” („Totalny nalot. Narkotyki w III Rzeszy”) opowiada niezwykłą historię stoczenia się nazistowskich Niemiec do statusu „państwa ćpunów”. W teorii naziści zawzięcie walczyli z narkotykami. Po pierwszej wojnie światowej szczególnie Berlin stał się europejską stolicą narkotyków i seksu. Kraj przeżywał upokorzenie klęską. Szalała hiperinflacja, a rządowi nikt już nie wierzył. Setki tysięcy weteranów wojennych na gwałt potrzebowali czegoś, co uśmierzy ból. Taka sytuacja tworzyła niepowstrzymany popyt na jedno - odciąć się od teraźniejszości. Około 40 proc. berlińskich lekarzy „leciało” na morfinie. Peru cały swój roczny urobek surowej kokainy eksportowało tylko do Niemiec. Ikoną lat 20. tamtego stulecia stała się królowa berlińskich nocnych lokali i kabaretów, aktorka oraz tancerka Anita Berber. Słynęła z tego, że zwykła na śniadanie żuć płatki białej róży zamoczone w koktajlu złożonym między innymi z chloroformu i eteru. Gdy w 1933 r. naziści doszli do władzy, obiecali oczyszczenie tej stajni Augiasza. Koniec z dekadencją. Niemcy mają odzyskać szacunek do samych siebie. Lekarzom polecono informować władze o pacjentach, którzy mieli brać przepisywane na receptę leki dłużej niż przez trzy tygodnie. Uzależnionych kierowano na odwyk. Wszystkich Niemców zobowiązano do „kablowania” nawet na znajomych biorących narkotyki. Uzależnienie uznano za „zaburzenie umysłowe”. A zatem ćpuny nie mogły brać ślubu ani mieć dzieci. Sprawę tę regulowała szczegółowo uchwalona w 1935 r. ustawa o ochronie zdrowia i dziedzictwa narodu. Oczywiście za handel narkotykami odpowiadała jedna nacja - Żydzi.

Jednak ta nazistowska kampania była jedynie udawana. Francja i Wielka Brytania przywoziły naturalne stymulanty - herbatę, kawę i wanilię - ze swoich kolonii. Niemcy nie miały zamorskich posiadłości. Naziści doszli zatem do wniosku, że muszą zaoferować coś, co podtrzyma nastrój narodu. Do pracy pełną parą ruszyły takie firmy farmaceutyczne jak mające zakłady w Nadrenii Merck i Bayer. Norman Ohler miejsce ich działania nazywa Doliną Chemiczną.

Uwadze szefa farmakologów w zakładach Temmlera Fritza Hauschilda nie uszło, że podczas letniej olimpiady w Berlinie w 1936 r. amerykańscy sportowcy zwiększali swoją wydolność, przyjmując - jak najbardziej legalną - amfetaminę. Już w następnym roku pod jego okiem firma opracowała nową metodę syntezy metyloamfetaminy. Otrzymano produkt tak wysokiej jakości, że nawet bohater popularnego serialu „Breaking Bad” Walter White mógłby o niej tylko marzyć. Przypomnijmy, że gdy White dowiaduje się, że ma raka, zaczyna produkować metamfetaminę. Nie dziwi zatem, że po II wojnie światowej Hauschild stał się rozpieszczanym przez tamtejsze władze guru wschodnioniemieckiego programu dopingu sportowego.

Specyfik, sprzedawany pod nazwą pervitin, okazał się doskonałym symulantem tej ery komedianctwa. I co rzadkie w dyktaturach, reżim wcale nie musiał tu niczego Niemcom narzucać. Uznano go po prostu za „pożywkę dla umysłu” - „spidamin”. Nazwa powstała z połączenia słów „spid” i „witamina”. Łykali go wszyscy pracujący do późna. Operatorzy sieci telefonicznych i pielęgniarki, dziennikarze, aktorzy, strażacy i jeżdżący na długich trasach kierowcy ciężarówek. Całe Niemcy poruszały się szybciej i raźniej.

Przy końcu lat 30. berlińskie zakłady farmaceutyczne Temmlera wytwarzały dziesiątki milionów małych tabletek pervitinu, który początkowo wprowadzano na rynek jako „narkotyk dla ludu”. W gruncie rzeczy środek ten stanowił jednak rodzaj metamfetaminy. W Berlinie jego reklamy widniały w tramwajach, autobusach i pociągach. Obiecywały one Niemcom koniec zmęczenia i depresji.

Pervitin wychwalono pod niebiosa jako lekarstwo na wszystko. Antidotum przeciw depresji poporodowej, chorobie morskiej, schizofrenii, a nawet - oziębłości.

„Cztery połówki tabletki codziennie na długo przed zaśnięciem przez dziesięć dni w miesiącu przez trzy miesiące. Taka kuracja przynosi znakomite wyniki, zwiększając libido kobiety i jej siłę seksualną”

- informowała lekarzy specjalna opracowana przez firmę ulotka.

W 1943 r. przed jego spotkaniem z włoskim przywódcą Benito Mussolinim przepisał mu opioid, „cudowny lek”, o nazwie eukodal, zalecany przy spastycznym zatwardzeniu.

Gdy III Rzesza upadała, Hitler przyjmował zamiennie 15 różnych środków zmieniających świadomość i niemal 80 innych medykamentów. Ręce miał pokłute jak ćpun. Pozycja Morella była tak znacząca, że gdy w 1943 r. Armia Czerwona coraz szybciej parła do przodu, mógł zamówić transport z Ukrainy setek ciężarówek wyładowanych surowymi organami zwierzęcymi. Służyły one do produkcji środków hormonalnych.

„Typowa zawartość ciężarówki składała się z 70 beczek solonych wątrób zwierzęcych, 1026 świńskich żołądków, 60 kg jajników i 200 kg byczych jąder”

- pisze Norman Ohler.

To wszystko było potrzebne, bo III Rzesza - zachwycona efektem pervitinu - prowadziła prace nad nowym środkiem. Miał on być prawdziwą chemiczną wunderwaffe, która będzie jeszcze bardziej nakręcać żołnierzy do walki. Nowy środek był tworzony na bazie kokainy. Narkotyk testowano na więźniach niemieckich obozów koncentracyjnych. Prace zostały przerwane wojenną klęską nazistowskiej armii.

tłumaczenie: Zbigniew Mach

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Roger Boyes, „The Times”

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.