Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Dramat oblężonego Leningradu

Czytaj dalej
Fot. SPUTNIK/EAST NEWS
„The Times”

Dramat oblężonego Leningradu

„The Times”

Niedawno odkryte pamiętniki mieszkańców Leningradu pokazują okrutną codzienność w czasie oblężenia przez niemiecką armię tego miasta. Mróz i głód codziennie zbierały śmiertelne żniwo

W styczniu 1942 r. pewien radziecki żołnierz odwiedził przebywającą w leningradzkim sierocińcu swoją siedmioletnią córkę. On bronił blokowanego przez Niemców miasta. Dziecko było uwięzioną w nim zakładniczką. Mężczyzna nie mógł rozpoznać wychudzonej i chorej na szkorbut dziewczynki. - Nie. To nie moje dziecko - wymamrotał pod nosem. Jednak biedna dziewczynka z płaczem błagała, aby zobaczył w niej swoją córeczkę. -

To naprawdę ty, Walia? Tym się stałaś? Nie. Nie. To nie moja córka

- zaprzeczał żołnierz.

Indywidualne doświadczenie tego Rosjanina stanowi symbol większej rzeczywistości. Podczas trwającej 872 dni blokady Leningrad zmienił się nie do poznania - fizycznie, emocjonalnie i duchowo. Walki kosztowały życie może nawet dwa miliony Rosjan. Zmarło 800 tys. cywilów - 40 proc. przedwojennej ludności. To największa katastrofa demograficzna, jaka kiedykolwiek nawiedziła to miasto. Ogrom cierpienia odmienił nie tylko jednostki, jak Walia, ale też całe społeczeństwo. Narodziła się nowa „normalność” - niewiarygodny głód zamieniał ludzi w wychudzone do granic niemożliwości wraki pozbawione wszystkiego: miłości, dobroci i współczucia. Stał się przyczyną niewyobrażalnego zdziczenia i demoralizacji. Dyktatura proletariatu ustąpiła - dosłownie - miejsca dyktaturze pustego żołądka.

Walki o Leningrad trwały tak długo, bowiem dla Hitlera zdobycie byłej rosyjskiej stolicy było ważne ze względów strategicznych, ale też symbolicznych. Rosjanie także mieli świadomość znaczenia tego miasta, więc byli zdeterminowani walczyć do końca. Ofiarą tego starcia na śmierć i życie stali się leningradczycy, którzy szukali dla siebie miejsca między niemiecką Grupą Armii „Północ” dowodzoną przez feldmarszałka Wilhelma von Leeba (łącznie 700 tys. żołnierzy) oraz radzieckim Frontem Leningradzkim kierowanym przez Klimienta Woroszyłowa, a później Gieorgija Żukowa (łącznie 930 tys. żołnierzy).

Blokadę Leningradu zazwyczaj przedstawia się jako historię heroicznej wytrwałości jego mieszkańców. Tyle wymyślona tuż po wojnie wersja oficjalna. Dla Rosjan tragedia ta przybrała formę dogodnej przypowieści moralnej o tym, jak wspaniały jest system komunistyczny.

Mieszkańcom Leningradu wydawano tylko mikroskopijne racje żywnościowe. Musieli sobie radzić sami, dlatego gotowali zupy z butów, a z farby olejowej robili
SPUTNIK/EAST NEWS Mieszkańcom Leningradu wydawano tylko mikroskopijne racje żywnościowe. Musieli sobie radzić sami, dlatego gotowali zupy z butów, a z farby olejowej robili masło

Jaka była prawda? Mówi o tym książka profesor historii na Uniwersytecie Bostońskim Alexis Peri The War Within: Diaries from the Siege of Leningrad. Przedstawia ona zgoła inną historię. Autorka opiera się na szczegółowej lekturze nieopublikowanych dotąd 125 dzienników ludzi, którzy przeżyli oblężenie miasta, nazywanych przez Rosjan blokadnikami. Skąd wzięła te pamiętniki? Z rosyjskich archiwów, gdzie leżały, nie interesując kompletnie nikogo. Jak podkreśla Peri, część nie była nawet wciągnięta do katalogu.

Niwecząc zwykłe, oparte na serdeczności, konwenansie i zobowiązaniach stosunki między ludźmi w obrębie samych rodzin - nie mówiąc już o obcych - blokada uniosła też zasłonę skrywającą ludzką naturę

- pisze Peri. To jednak powiedziane rażąco oględnie. Przyjaciele nawzajem oskarżali się o kradzież żywności, która istniała tylko w ich halucynacjach. Rodzeństwa walczyły o okruchy chleba. Rodzice zabijali dzieci, a następnie spożywali ich ciała. Gdy pękają wątłe więzi spajające z sobą cywilizowane społeczeństwo, nastaje czas egoistycznego barbarzyństwa.

To głód nauczył uczennicę Walię Peterson - nie tę, o której wspominaliśmy na początku - pogardy dla jej ojczyma. Oskarżyła go o kradzież swojej racji żywnościowej. Wtedy ten zjadł mięso jej ukochanego setera irlandzkiego. Walia doszła do wniosku, że blokada pozbawiła ludzi ostatnich powierzchownych nawet śladów wzajemnej dobroci. „Nienawidziłam go okrutnie. Głód odsłonił jego brudną duszę” - notowała w swoim dzienniku. Gdy zmarł, wpadła niemal w ekstazę.

Z początku nie wierzyłam… czułam się szczęśliwa. Tak - szczęśliwa z powodu jego śmierci… Chciało mi się skakać z radości, ale moje ciało było zbyt słabe.

Wygłodzeni ludzie ze wszelkich sił starali się zrozumieć zmiany, jakich ofiarą sami padli. 17-letniej Jelenie Muchinie „całkiem zabawne” wydało się to, że - patrząc w lustro - widzi w nim jakąś starą osobę. Jak we mgle rozpłynęły się dotychczasowe wskaźniki płci i wieku. Dzieci starzały się, nim zdążyły dorosnąć. Ulice przepełniały tłumy „starych malutkich” - przygarbionych, oszołomionych i kompletnie oślepionych głodem dzieciaków. Nie były nawet jeszcze nastolatkami, a przecież wiele chodziło, opierając się na lasce. I rzecz zupełnie dziwaczna - chłopcy i dziewczęta mieli znaczne zarosty na twarzy. To właśnie czyni człowiekowi skrajny głód!

Mama powtarzała, że według niej jesteśmy ostatnimi ludźmi na Ziemi i że przyjdzie nam spędzić ostatnie chwile życia w tym pustym, zimnym mieście

- zapisała w swoim pamiętniku 13-letnia Dima Afanasjew.

Cierpienie było demokratyczne - przynajmniej w większości. Głód sprzyja homogenizacji. Gdy niemal wszyscy wyglądają tak samo, zdrowie staje się zakłócającą stan rzeczy anomalią. Żywność zastępuje pieniądz jako główna waluta - pojawia się klasa nowobogackich. W Leningradzie osoby pracujące przy dystrybucji żywności ku oburzeniu innych były świetnie odżywione. Kobiety chodziły w biżuterii i futrach otrzymywanych jako zapłata za okruchy chleba. Kwitła prostytucja, bo kobiety były gotowe oddać także siebie za odrobinę pożywienia.

Osoby dystrybuujące żywność za chleb miały wszystko, czego chciały. Niemal każda z nich, bez jakiegokolwiek wstydu, nosiła na sobie złoto i drogie futra. Niektórzy nawet wydawali żywność w luksusowych sobolach i borsuczych płaszczach

- pisał jeden z autorów pamiętników.

Autorka innego odnotowuje zdumienie, jakiego doznała, gdy w publicznej łaźni zjawiła się pewna bogata kobieta. Co za różnica! Reszta klientek miała popękaną szorstką skórę, obwisłe piersi i widoczne purpurowe ślady po przebytym szkorbucie. Tymczasem skóra tej „intruzki była gładziutka i biała”. „Dodajmy połyskujące włosy koloru złotej brzoskwini. Krągłe, jędrne piersi z niemal bezwstydnie sterczącymi sutkami… Pewnie nie miałybyśmy większego stracha, nawet gdyby do łaźni wszedł szkielet. Byłyśmy naprawdę przerażone! Ta kobieta wzbudzała w nas mdłości, wstręt i niesmak” - notuje autorka dziennika.

Gdy nowo przybyła przechodziła wśród tłumu wychudłych klientek łaźni, te ciskały słowa obelgi: »Zdrowa!«, »Różowa!«, »Tęga!«. Jak śmiała wyglądać tak obiecująco i cudownie? Jedna ze straszliwie wychudzonych kobiet podeszła do niej klepnęła w pośladek i wycedziła: »Hej, laleczko! Nie przychodź tu, bo jeszcze cię zjemy!«. Kobieta krzyknęła głośno i uciekła z łaźni

- pisze autorka dziennika. W świecie przeraźliwie wychudzonych i głodnych ludzi osoba zdrowa stanowi dziwadło.

Blokada uczyła mieszkańców nowych umiejętności. Teraz oceniali wszystko pod kątem tego, czy pozwoli to im „się ogrzać i przetrwać”. Znikły ogrodzenia, szopy i wiaty. Książki, meble i deski podłogowe. Ludzie przeprowadzali się na partery, by uniknąć konieczności wyczerpującego ostatnie siły wchodzenia po schodach. Strawę sporządzano z rzeczy, o których przedtem nikt by nawet nie pomyślał. Gotowano skórę z butów. Zupy robiono z klejów, naleśniki z fusów po kawie. Do chleba dodawano konopie, trociny i celulozę. Pewien chłopiec wykazał się niezwykłą pomysłowością, produkując masło orzechowe z farby olejnej.

Mieszkańcom Leningradu wydawano tylko mikroskopijne racje żywnościowe. Musieli sobie radzić sami, dlatego gotowali zupy z butów, a z farby olejowej robili
SPUTNIK/EAST NEWS

Zrozpaczeni i doprowadzeni do granic możliwości ludzie czasem spożywali nawzajem fragmenty swoich ciał. W mieści aresztowano 1500 osób pod zarzutem kanibalizmu, ale nikt nie ma wątpliwości, że takich przypadków było dużo więcej. „Kanibalizm stanowił ekstremalny wyraz zdrady rodzinnej lub rodzinnego poświęcenia” - pisze Alexis Peri. W pewnych przypadkach matki niemogące znieść widoku swoich cierpiących w głodu dzieci karmiły je ludzkim mięsem. Z drugiej strony, pamiętajmy jednak, że ekstremalny głód może zabić w człowieku miłość rodzinną. „Kobieta spożywa ciało swojego dziecka, dzieci jedzą ciało matki” - notuje z nieco niefrasobliwym nowym rodzajem poczucia powszechnej niedoli Esfir Levina. Irina Zelenckaja odwiedza pracującą razem z nią kobietę, którą głód doprowadził do szaleństwa. Ta odgraża się, że zje fragmenty ciała jej córki Luizy. „Wypiję jej świeżą krew i poczuję się dobrze” - notuje Zelenckaja w swoim dzienniku. W tym czasie Luiza siedzi obok i „wygląda jak lalka pozbawiona życia”. „Różni się tylko jednym - w kącikach jej spuchniętych oczu widać łzy” - dopisuje Zelenckaja.

Zapiski są bezlitośnie szczere i bez ogródek przedstawiają panujący w mieście horror. Może winniśmy pozwolić im mówić za siebie. Choćby opisywane przez nie ponure historie budziły nasz niesmak. Niewiele przecież może dodać historyk, by pomóc nam zrozumieć cierpienie blokadników.

Peri dostrzegła ciekawą zbieżność. W kilkunastu pamiętnikach pojawiły się - niezależnie od siebie - porównania do losów Robinsona Crusoe. „Wiedziemy prymitywne życie na niezamieszkanej wyspie” - pisał jeden z mieszkańców Leningradu. „Robinson Crusoe był szczęściarzem. On wiedział, że musi polegać na sobie, ale był na samotnej wyspie. Ja natomiast jestem wśród ludzi” - pisał inny.

Mieszkańcom Leningradu wydawano tylko mikroskopijne racje żywnościowe. Musieli sobie radzić sami, dlatego gotowali zupy z butów, a z farby olejowej robili
SPUTNIK/EAST NEWS Przez zamarznięte jezioro Ładoga do Leningradu trafiały dostawy żywności i sprzętu wojskowego. Bez tego miasto by skapitulowało

Co uderzało najbardziej, to to, że w tych pamiętnikach właściwie nie pojawiało się nic o Niemcach, faszystach. Pisano właściwie tylko o codziennym życiu: o organizacji miasta, poszukiwaniu jedzenia, opału, sąsiadach, dzieciach. Jakby wszyscy przestali dostrzegać związek przyczynowo-skutkowy, z jakiego powodu znaleźli się w tak fatalnym położeniu. W tych notatkach nie było też nic ze wzniosłych treści, którymi karmiła leningradczyków komunistyczna propaganda. Była tylko codzienna walka o przetrwanie, całkowicie odarta z jakiegokolwiek heroizmu, aktów odwagi, poświęcenia.

Książka Peri jest pracą akademicką. Sumuje niejako główne tezy jej pracy doktorskiej i jako taka używa żargonu oraz formuł analizy typowych dla tego, jak uprawia się historię w kręgach uniwersyteckich.

„Dyskurs teoretyczny” narzuca się tu więc zawartym w dziennikach spostrzeżeniom, co często uniemożliwia czytelnikowi „kontakt” z żywymi i przeżywającymi dramat ludźmi. Czytamy o „hermeneutycznych interludiach” lub „potężnych artykulacjach fizycznej inności czy odmienności” - cokolwiek terminy te oznaczają. I jako studium akademickie książka wywiera imponujące wrażenie. Nie sposób jednak uciec od poczucia, że pozbawione nieustannie wtrącanego „intelektualizowania” na ich temat dzienniki same mogłyby objawić nam o wiele więcej.

Luty 1942 r. Jedna z autorek dziennika przedstawia widziane przez nią „sceny z życia codziennego” - nową normalność. Groteskę opisuje z nagą prostotą. Porządnie ubrana kobieta wypróżnia się w miejscu publicznym. Ktoś kradnie trumnę - nie bacząc na nic, zostawia na boku wyciągnięte z niej zwłoki - aby zyskanym drewnem napalić w piecu. „Ulicą szedł jakiś człowiek. Oparł się o latarnię i zdążył wyszeptać: »Jakże jestem zmęczony«. Następnego dnia wciąż leżał pod tą samą latarnią - pies odgryzł mu nos” - czytamy w jej dzienniku.

Takie zapiski nie wymagają misternej i skomplikowanej analizy. Mówią same za siebie. Jak zauważył były premier ZSRR Nikołaj Tichonow: „Winniśmy dostrzec, jak wiele godnego uwagi było w na pozór niegodnych uwagi biografiach zwykłych Rosjan”. a

Tłumaczenie: Zbigniew Mach

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
„The Times”

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.