Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Normański układ: jak potomkowie wikingów rządzili Polską Piastów

Czytaj dalej
Tomasz Borówka

Normański układ: jak potomkowie wikingów rządzili Polską Piastów

Tomasz Borówka

Piastowie nie rządzili Polską sami. Osadzali ich na tronie i obalali możnowładcy, tacy jak Awdańcy i Łabędzie. Te, i nie tylko te, wielkie rody wywodziły się ze Skandynawii

Przepiękna zaiste jest legenda herbu Abdank. Jest oto rok 1109 i trwa wojna Bolesława Krzywoustego z władcą Niemiec Henrykiem V. Do znużonego przedłużającymi się walkami z nieustępliwym Bolesławem króla przybywa polski poseł, rycerz Skarbek. Negocjacje są twarde: Polak żąda wycofania się Niemców z granic kraju, król Henryk - podporządkowania się Polski jego władzy. Skarbek odmawia, więc Niemiec postanawia zaimponować mu swym bogactwem. Każe otworzyć przed posłem skrzynie pełne złota i kosztowności. Ale ten ściąga tylko z palca drogi pierścień i dorzuca go do niemieckich skarbów. „Idź złoto do złota” - powiada rezolutnie. „My, Polacy, wolimy żelazo i żelazem bronić się będziemy”. „Habdank!” - wystęka podziękowanie zmieszany król Henryk. I odtąd też Abdankiem zwać będą Skarbka. Przydomek ten przejdzie na innych członków Skarbkowego rodu i da nazwę jego herbowi.

Tyle legenda, zapisana po raz pierwszy dopiero w wieku XV przez Jana Długosza. Jednak ani Skarbek nie był jakimś prostym rycerzem, ani też Abdank nie narodził się za sprawą Skarbkowego ciętego języka. Pora przedstawić mości Skarbka. A raczej: jaśnie wielmożnego Skarbka. Gdyż to nie byle kto, a sam wojewoda Skarbimir, palatyn Bolesława Krzywoustego, jeden z najbardziej wpływowych ludzi w królestwie, postać występująca na kartach kroniki Galla Anonima. Bo też w opisywanych przez kronikarza czasach ród Skarbimira, Awdańcy, należał do najbliższego otoczenia władcy Polski.

Ród Audy

Skarbimir Awdaniec... Gdyż tak już się zwał, jadąc z legendarnym poselstwem do Henryka V. Ród Awdańców to najstarsza polska arystokracja. Jego korzenie sięgają co najmniej XI w. I coś jeszcze: Awdańcy to ród normańskiego pochodzenia, potomkowie wikingów.

Dowiódł tego Władysław Semkowicz w swojej opublikowanej jeszcze w latach 1917-1920 monografii „Ród Awdańców w wiekach średnich”. Historyk ten zwrócił uwagę na wiele wymownych faktów. Przykładowo, jedno z rodowych imion Awdańców to Jaskotel vel Jaszczołt. Jego pierwotna forma - dowodzi Semkowicz - brzmieć musiała Askotel, czyli jakże podobnie do nordyjskich imion Askel, Asketil, Oskytel czy Askatli (oraz, dodajmy, do znanego na Rusi imienia Askold - na wpół mitycznego wareskiego władcy Kijowa). Ale przede wszystkim normańska jest też geneza samego zawołania rodu, czyli Habdank lub Abdank. Semkowicz zauważył, że początkowo brzmiało ono Audank. „W wyrazie tym tkwi niewątpliwie pierwiastek starogerm. Auda (staronordyjskie audr), który oznacza bogactwo, skarb” - pisał, podsumowując ostatecznie a triumfalnie: „w rodzie Awdańców, w którego nazwie tkwi w sobie pojęcie skarbu, najbardziej rozpowszechnionem i jemu wyłącznie właściwem jest imię Skarbimir. Audank i Skarbimir pojęciowo zupełnie sobie odpowiadają, tak że przychodzi na myśl, iż Skarbimir jest po prostu spolszczonym Awdańcem, że zatem imię to zostało dobrane odpowiednio do pojęcia, tkwiącego w pierwotnej normańskiej jeszcze nazwie rodu. Protoplastą jego był prawdopodobnie jakiś Auda czy Audon”… Z kolei popularne w rodzie Awdańców imię Michał wiązać się ma zdaniem Semkowicza z rozpowszechnionym wśród Normanów kultem świętego Michała Archanioła.

Normański rodowód

W jaki sposób wikingowie zawitali do Polski? Tu jest kilka możliwości. Jedną z nich przedstawia Semkowicz: „Jest bardzo prawdopodobnem, że do Polski przybywali dobrowolnie czy też wygnani rycerze normandzcy, że wstępowali do drużyn wojskowych Mieszka i Bolesława Chrobrego a otrzymawszy z czasem od książąt uposażenie w ziemi, naturalizowali się i słowiańszczyli, zachowując jednak jako ślad swego pochodzenia tradycyę, bądź imiona normańskie”. Zastrzyk skandynawskiej krwi otrzymała też Polska dzięki wyprawie Bolesława Chrobrego na Kijów. Inny wielki nasz mediewista Henryk Łowmiański, uważał, że „(...) Chrobry uprowadził z sobą w powrotnej drodze do Polski (...) również kilku jarlów skandynawskich (wśród wymienionych w Powieści dorocznej bojarów), a zarazem hufiec rycerstwa osadzony w Lutomiersku. Wtedy też musiał przybyć do Polski przodek Łabędziów i wówczas być może otrzymać przezwisko Dunina wyróżniające go spośród masy innych Waregów szwedzkiego pochodzenia. Stosunki wybitnego przedstawiciela tego rodu w XII w. Piotra Włostowica z Rusią przemawiają właśnie za kijowską genezą zarówno Łabędziów, jak i innych polskich rodów skandynawskiego pochodzenia. (...). Rzecz jasna ta imigracja nie miała nic wspólnego z genezą państwa polskiego” - kończy swój wywód wybitny historyk, skądinąd - jak widać - teoriom dopatrującym się w wikingach twórców Polski niechętny.

Śmierć Kazimierza Sprawiedliwego w roku 1194. Książę prawdopodobnie zginął od trucizny. Nie pozostawił po sobie pełnoletniego następcy
Wikingowie są znani przede wszystkim jako niezrównani wojownicy i bezwzględni łupieżcy. Prócz tego byli jednak kupcami, podróżnikami, wspaniałymi żeglarzami, odkrywcami nowych lądów. Z czasem współtworzyli też elity wielu krajów Europy

Ze współczesnego stanu badań naukowych wynika, że wikingowie, których pochówki odkryto w Lutomiersku, należeli do drużyny Chrobrego. Tak uważa Andrzej Buko, obecnie jeden z największych autorytetów w dziedzinie polskiej archeologii okresu wczesnego średniowiecza. W takim wypadku to drużynnicy Bolesława Wielkiego daliby początek części polskiej arystokracji o normańskim pochodzeniu. Sama teoria o obecności wikingów w drużynie pierwszych Piastów jest już dość powszechnie aprobowana przez historyków. „Najpewniej część owej drużyny składała się z obcych najemników - wikingów” - pisze Piotr Węcowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Inny z kolei historyk, Błażej Śliwiński, zauważa, że Awdańcy w XII w. to ród stosunkowo już liczny. Nie da się tego powiedzieć o wielu innych rodach - przykładowo Toporczykach, rywalach Awdańców. Badacz ten jest więc zdania, że Awdańcy przybyli do Polski wraz z księciem Bezprymem, wydziedziczonym i wygnanym na Ruś synem Bolesława Chrobrego. Bezpryma osadziła na tronie ruska interwencja zbrojna księcia Jarosława Mądrego. Poważną część sił ruskich stanowili Waregowie. Zapewne też towarzyszący Bezprymowi warescy najemnicy byli ostoją jego brutalnych rządów w Polsce. Mściwy tyran zdziesiątkował dotychczasowe elity. Musiały przeminąć całe pokolenia, nim potomkowie niedobitków nadrobili biologiczne straty swych rodów. Stąd też być może animozje pomiędzy Awdańcami a Toporczykami.

Łabędź i przyjaciele

Awdańcy nie są jedynym wielkim rodem średniowiecznej Polski o normańskich korzeniach. Wybitną postacią w jakiś sposób powiązaną ze światem wikingów (czy też Waregów, jak określano ich na Rusi) jest wspomniany Piotr Włostowic, zwany też Duńczykiem.

- To przede wszystkim jeden z najpotężniejszych ludzi w Królestwie Polskim doby połowy wieku XII - mówi Jakub Morawiec, historyk z Uniwersytetu Śląskiego. - Człowiek, który miał bardzo duże ambicje polityczne, którego kariera była bardzo ściśle związana z losami dynastii piastowskiej po śmierci Bolesława Krzywoustego. Być może Dunin czy też Duńczyk oznacza pochodzącego z Danii. To bardzo ciekawa, atrakcyjna teoria, trudna jednak do weryfikacji. Nie można zapominać również o śladach wschodnich, ruskich. Jakieś więzy łączyły Piotra z Rusią - wywodził się stamtąd lub miał coś wspólnego z ruskimi sojusznikami piastowskich książąt.

Świadectwem pozycji Piotra Włostowica w Polsce jest to, że jego uwięzienie, potworne okaleczenie (wyłupiono mu oczy oraz odcięto część języka) i wygnanie stanowiły rozstrzygający powód do wystąpienia większości polskiego możnowładztwa przeciwko synowi Krzywoustego, księciu Władysławowi, który w związku z tym sam niebawem dorobił się przydomka Wygnaniec. Formalnie władzę przejął po nim jeden ze zbuntowanych młodszych braci Bolesław Kędzierzawy. Jednak podporą rządów Bolesława stał się przywrócony po powrocie do kraju na stanowisko Piotr Duńczyk oraz jego ród, Łabędziowie. Mimo że sam Piotr nie pożył już długo, ta frakcja utrzymała swoje wpływy. Urząd palatyna objął zięć Piotra Jaksa z Miechowa, któremu sekundowało dwóch komesów: syn Piotra Świętosław oraz Żyrosław z rodu Powałów (zdaniem Semkowicza i Łowmiańskiego geneza również tego rodu jest normańska). W praktyce to ci wielmoże rządzili Polską. „Książę dobrze wiedział, komu zawdzięcza przejęcie tronu i komu należy za to podziękować” - pisze biografka Kędzierzawego Magdalena Binaś-Szkopek. „Równocześnie zastanawia, czy takie ukierunkowanie działań Bolesława wynikło z jego wolnego wyboru, czy też z pewnego przymusu”.

Za plecami Piastów

Gdyż Normanowie i ich potomkowie nie byli z natury wiernymi sługami Korony Polskiej. Ruską interwencję na rzecz Bezpryma, przy okazji której być może przybyli do Polski Awdańcy, trudno uznać za zgodną z polską racją stanu. A to był dopiero początek! Podobne przedsięwzięcia polskich możnowładców normańskiego pochodzenia powtarzały się jeszcze niejednokrotnie. W 1079 r. Awdańcy prawdopodobnie towarzyszyli na węgierskim wygnaniu królowi Bolesławowi Śmiałemu, ale jakiś czas po jego śmierci powrócili z Węgier - i to nie sami, a znów w towarzystwie pretendenta do tronu, młodego królewicza Mieszka Bolesławowica. Rządzący wtedy Polską Władysław Herman, brat Śmiałego, miał powody, by czuć się zagrożonym. Akcja z udziałem Awdańców (kto wie, czy nie odgrywających w niej roli głównej), skończyła się zresztą dla Mieszka tragicznie. Został skrytobójczo zamordowany.

Godne też uwagi, kto taki udzielił poparcia księciu Zbigniewowi, zbuntowanemu synowi Władysława Hermana. Otrzymał je wpierw od zarządzającego Śląskiem komesa Magnusa, co do którego istnieją mocno umotywowane domniemania, iż był Normanem, być może synem króla Norwegii Magnusa Haraldssona lub króla Anglii Harolda Godwinsona. Następnie stronę Zbigniewa wzięła Kruszwica. Drogo ją to kosztowało, po stłumieniu rebelii została spustoszona. To bogate ongiś miasto na Kujawach z dawien dawna podejrzewane jest o normańskie koneksje. Nie tylko jego nazwa, lecz też nazwy niejednej z okolicznych miejscowości nasuwają na myśl skojarzenia z wikingami. Jak uważa Leszek Słupecki, jezioro Gopło, nad którym leży Kruszwica, pojawia się w skandynawskiej mitologii jako rzeka Göpul. W rejonie Gopła mieli posiadłości m.in. Awdańcy i Łabędziowie. Tego rodzaju poszlak jest więcej. I to akurat Kruszwica występuje przeciwko władcy Polski, w interesie jego zbuntowanego syna! Czyż to nie zastanawiające?

Na buntach Zbigniewa się nie skończyło. Awdańcy po śmierci królewicza Mieszka postawili na Bolesława Krzywoustego, młodszego syna Hermana. Ten, wykazawszy się nie lada talentem politycznym i bezwzględnością, wygrał po śmierci ojca walkę o tron ze Zbigniewem. Lecz o dziwo, niedługo później zwrócił się przeciwko Krzywoustemu... sam Skarbimir Awdaniec. Zapłacił za to wydarciem mu jedynego oka (drugie stracił wcześniej w boju). Co go skłoniło do buntu? Tego możemy się tylko domyślać. Czyżby nie w smak były magnatowi silne, jak się poniewczasie okazało, rządy młodego księcia?

Czasy Władysława Wygnańca i Bolesława Kędzierzawego opisano wcześniej. Dopowiedzieć warto, że w końcu także tego drugiego Jaksa i Świętosław umyślili złożyć z tronu. Również w tym wypadku miał na nim zasiąść dogodny im kandydat, najmłodszy syn Krzywoustego Kazimierz Sprawiedliwy. Tymczasem skończyło się jedynie na żółtej kartce dla Kędzierzawego, gdyż Kazimierz odmówił współpracy. „Zgoła niegodziwą jest rzeczą zapewnić sobie powodzenie niegodziwymi sposobami” - miał rzec. Ale też wrychle opuściły go skrupuły. Przy drugiej okazji, już po śmierci Kędzierzawego, nie miał już większych oporów, by przyjąć tron krakowski, z którego kolejni spiskowcy strącili Mieszka Starego, również brata Kazimierza wyprzedzającego go w kolejce do sukcesji. Jednym z głównych przywódców spisku, który wyniósł do władzy najmłodszego syna Krzywoustego w miejsce prawowitego seniora, był biskup krakowski Gedko. A dostojnik ten pochodził z rodu Powałów bądź Gryfitów-Świebodziców (o Powałach była już mowa, o małopolskich Gryfitach - wkrótce będzie).

Śmierć Kazimierza Sprawiedliwego w roku 1194. Książę prawdopodobnie zginął od trucizny. Nie pozostawił po sobie pełnoletniego następcy
Śmierć Kazimierza Sprawiedliwego w roku 1194. Książę prawdopodobnie zginął od trucizny. Nie pozostawił po sobie pełnoletniego następcy

Niemal jednocześnie z Mieszkiem Starym został obalony jego bratanek, władający Śląskiem Bolesław Wysoki. Tego Piasta też utrącili możnowładcy. Byli wśród nich m.in. komes Stefan Marcinowic z rodu Awdańców oraz przedstawiciele śląskiej linii Łabędziów. Co to za rody - przypominać chyba nie trzeba...

„Dziecię wybierają na księcia”...

W roku 1194 Kazimierz Sprawiedliwy zmarł, prawdopodobnie otruty. Komu zależało na śmierci tego Piasta, który ostatecznie okazał się władcą całkiem sprawnym i - jak na Polskę dzielnicową - potężnym? Czyżby odgrywał tu jakąś rolę fakt, że jego dwaj żyjący synowie byli ledwo kilkuletnimi chłopcami (Kazimierz miał jeszcze dwu innych, lecz nie przeżyli ojca; jeden zginął tragicznie w cokolwiek podejrzanych okolicznościach)? Owszem, śmierć Kazimierza była na rękę jego bratu Mieszkowi. Ale nie tylko jemu, bo panom krakowskim również. W każdym razie przewodzący im wojewoda Mikołaj i biskup Pełka nadal nie życzyli sobie na tronie Mieszka Starego. Umyślili sobie zatem osadzić na Wawelu jego bratanka. „Starszy Leszek więcej jeszcze myślał o dziecinnych igraszkach, niźli o panowaniu, był więc jakby stworzony na księcia malowanego, który, zanim by dorósł, już by się przyzwyczaić musiał do jarzma opieki biskupa i wojewody” - pisał przed laty historyk Stanisław Smolka. „Dziecię wybierają na księcia, aby pod tym pozorem oni sami nad samymi panującymi panowali. Aby doszczętnie wykorzeniwszy ród królewski, nareszcie swobodniej mogli władać, aby zamiast jednej głowy, tylko spośród nich wyrosło tyle królów ile głów”- pomstował odsunięty od sukcesji Mieszko Stary.

Niewątpliwie taki był pierwotny plan, jednak wojewoda i biskup nie do końca dopięli swego, nie doceniwszy niezwykłej kobiety, jaką okazała się wdowa po Kazimierzu Sprawiedliwym Helena, uporu Mieszka Starego oraz nadspodziewanie silnego charakteru Leszka Białego. W rezultacie ten ostatni na dobre objął władzę w Krakowie dopiero w 1202 r., już po śmierci wojewody Mikołaja, za to przy poparciu biskupa Pełki i… Awdańców.

Mikołaj pochodził z rodu Lisów, może Gryfitów. Pełka - też z Lisów ponoć. Braćmi ich określają dawni polscy historycy, jak Jan Długosz czy Marcin Bielski. Pokrewieństwo łączyło ich tak czy inaczej. Małopolscy Świebodzice--Gryfici i Lisowie wywodzą się ze wspólnego pnia, a pod koniec XII w. rozdział obydwu rodów był jeszcze świeży. W związku z tym normańskich korzeni można dopatrywać się u obydwu. Świadczy o nich nazwa rodowego gniazda Świebodziców-Gryfitów, za które uważana jest Ruszcza, dawna wieś z czasem wchłonięta przez Kraków. Ruszcza w średniowiecznych dokumentach wymieniana jest jako Ruska i Rusiecz, co wygląda na pamiątkę po ruskich, a bardzo możliwe, że także wareskich początkach swoich właścicieli. Ponadto Gryfitów i Lisów łączyły więzy pokrewieństwa z Jaksą z Miechowa. Wśród przodków Lisów mogą być jeszcze inni Normanowie. Nie łupieżcy i najemnicy ery wikingów, nie ruscy Waregowie, lecz Normanowie, którzy zadomowili się w Europie Zachodniej i Południowej. Jakąś podpowiedzią może tu być imię biskupa Pełki. Czy też raczej druga wersja jego imienia: Fulko. Właśnie w XII w. pojawiają się w Polsce wcale licznie imiona szczególnie często występujące w podbitej przez Normanów Anglii bądź w normańskim Królestwie Sycylii: Roger, Gwidon, Drogo czy Fulko właśnie. I chyba nie jest to przypadek.

Zasady gry

Wiele - jak widać - wskazuje na to, że wczesnośredniowieczną Polską nie zawsze rządzili Piastowie. A nawet, że pełnię rządów nad nią potrafili utrzymać jedynie najwybitniejsi, najszczodrzej z nich zmysłem politycznym obdarzeni. W przypadku władców słabych bądź po prostu kiepskich w trudnej grze o nazwie polityka, górę nad nimi brali możni i zza pleców panujących rządziła krajem oligarchia. Dziś powiedzielibyśmy: układ. Układ, który był w stanie wynosić do władzy i obalać piastowskich książąt. Układ, który preferował władców słabych, uzależnionych od możnych. Układ, dla którego Piast silny, szarpiący wędzidło, stawał się kłopotem, którego należy się pozbyć. W efekcie czego nieraz rządy takiego Piasta nagle dobiegały gwałtownego końca. Najczęściej więc Piastowie szli z układem pod rękę. Może czasami co mocniejszym władcom udawało się na krótko przełamać układ. Jednak z układem musieli liczyć się wszyscy. A był to układ, w którym nie dość, że grali pierwsze skrzypce, to wręcz nim dyrygowali potomkowie Normanów.

Pozycja, prestiż, postęp

Polscy potomkowie wikingów nie obnosili się ze swoim pochodzeniem. Niewykluczone przy tym, że wcale nie wynikało to z chęci zamaskowania korzeni. Rody normańskie uległy w Polsce praktycznie pełnej asymilacji, co było powszechnym skądinąd w Europie zjawiskiem. Ich polityczne dążenia również nie powinny być postrzegane w sposób jednoznacznie negatywny. Ograniczanie despotycznej władzy skupionej w rękach pierwszych Piastów na rzecz - było nie było - przedstawicieli społeczeństwa przynosiło na dłuższą metę skutki pozytywne, dodatnio wpływając na rozwój polskiego narodu i demokracji, kultury oraz ekonomii. „Zmieniała się struktura społeczna i gospodarcza Polski - stwierdza Henryk Samsonowicz - zmieniały się podstawy, na których opierała swój byt monarchia, na których wyrastała nowa elita władzy, coraz większą rolę zaczęły odgrywać wielkie rody opierające swoją potęgę na rozległych posiadłościach ziemskich: Gryfici, Awdańcy, Lisowie, Starżowie, Rawicze, Łabędzie [zwróćmy uwagę, że większość tych rodów posiada normańskie korzenie - T.B.] - w ciągu XII w. zbudowali swoje majętności na wzór dóbr feudalnych Europy Zachodniej. Organizacja wielkich włości umożliwiła uzyskiwanie dochodów, które dawały możnym ważną pozycję nie tylko w gospodarce, lecz także w polityce. Wielkie inwestycje - kościoły, klasztory, dwory - stwarzały prestiż społeczny, umożliwiały zgromadzenie środków niezbędnych do działalności kulturalnej. Przedstawiciele polskiego możnowładztwa stawali się ludźmi wykształconymi, »doktorami dekretów«, mecenasami nauki i sztuki”.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Naszej Historii.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Naszej Historii
  • codzienne e-wydanie Naszej Historii
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Tomasz Borówka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.