Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Kiedy policji już nie starczało sił. Fale zbrodni w Warszawie

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Mariusz Grabowski

Kiedy policji już nie starczało sił. Fale zbrodni w Warszawie

Mariusz Grabowski

Wiek XX nie oszczędził stolicy powstań, wojen ani politycznych przełomów. Ich śladem szły fale kryminalnego terroru, a także pospolitego bandytyzmu

Już w trakcie rewolucji 1905 r. w Warszawie mówiło się wręcz o „kryminalnym terrorze” lumpenproletariatu. Po jej zakończeniu okazało się, że zdobycze polityczne są stosunkowo mizerne w obliczu demoralizacji całych środowisk warszawiaków. Podobne spustoszenia przyniosła druga wojna. Tak zwany Dziki Zachód, obejmujący po 1945 r. sporą część miasta, wiele lat był solą w oku rządzących. Z kolei po ustrojowych przemianach 1989 r. Warszawa zderzyła się z falą bandyckich porachunków i zamachów.

Przyjrzyjmy się ciemniej stronie naszej najnowszej historii.

Z bombą i z brauningiem

W imponującej erudycją książce „Terroryzm na usługach ugrupowań lewicowych i anarchistycznych w Królestwie Polski do 1914 roku” jej autor Waldemar Potkański dowodzi, że główną osią wydarzeń w czasie rewolucji 1905 r. był rewolucyjny terroryzm. Czy przyniósł on owoce na gruncie politycznym - to kwestia do wciąż otwartej dyskusji dla historyków ruchu socjalistycznego. Na pewno jednak spowodował, że demoralizacji i bandytyzmowi uległy nie tylko spora część rewolucjonistów, ale też całe grupy ówczesnego społeczeństwa, szczególnie z tzw. szemranych dzielnic, czyli Pragi czy Woli.

Ta druga co prawda nigdy nie miała dobrej opinii, nawet w czasach dynamicznego rozwoju w XIX w. Jak dowodzą historycy, przestępczość w latach 1905-1906 wzrosła tak o kilkaset procent. „W 1905 roku zanotowano napady na składy wyrobów jubilerskich przy ulicy Leszno 24, cukiernię Lardellego, rozmaite magazyny towarów, banki, kasy pocztowe. Podobno, gdyby spisać wszystkie napady z tego okresu, powstałaby gruba książka” - pisał Stanisław Milewski w tomie „Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy”. Dodajmy do tego porachunki między gangami, zabójstwa, dintojry, okaleczenia i pobicia.

Wydaje się, że rozzuchwaleni sprawcy czuli się usprawiedliwieni wydarzeniami politycznymi. Przypomnijmy zatem te, którymi przedstawiciele ruchu rewolucyjnego chełpili się najbardziej. Oto 13 listopada 1904 r. na placu Grzybowskim doszło do demonstracji zbrojnej. W manifestacji wzięły udział zbrojne oddziały Organizacji Bojowej PPS, której prasa donosiła potem z dumą, że „po raz pierwszy od 1863 r. władze carskie napotkały na zbrojny opór uliczny”. Wydarzenia wyglądały jednak tak, że po południowym nabożeństwie w kościele Wszystkich Świętych bojowcy PPS zgromadzeni pod drzwiami rozwinęli czerwony sztandar i zaintonowali „Warszawiankę”. Ze sformowanego pochodu, który natychmiast zaatakowała szablami policja, jeden z bojowców trzymających sztandar strzelił do policjanta, próbującego mu go wyrwać. Wkrótce również inni uzbrojeni bojowcy oddali strzały w kierunku carskich funkcjonariuszy.

Dalej: 26 marca 1905 r. bojowiec PPS Stefan Okrzeja dokonał zamachu na komisariat policji na Pradze. Zginęło trzech policjantów i dwóch przechodniów. Okrzeja rzucił bombę ze zbyt małej odległości i w rezultacie sam padł jej ofiarą. Podczas akcji został ranny, a następnie schwytany, pobity przez policję i osadzony w Cytadeli. 15 sierpnia 1906 r., w czasie tzw. krwawej środy, Organizacja Bojowa PPS dokonała około stu zamachów na carskich policjantów, żandarmów, wojskowych i szpiclów. 8 listopada 1906 r. miała miejsce słynna akcja ekspropriacyjna (rabunkowa w celach pozyskiwania niezbędnych do prowadzenia działalności środków) Organizacji Bojowej PPS pod Rogowem. Akcji, pod dowództwem Józefa Montwiłła-Mireckiego, dokonało 49 ludzi, mimo wcześniejszego zakazu wydanego przez Centralny Komitet Robotniczy. Bojowcy, nie ponosząc żadnych strat, zdobyli 30 tys. rubli.

Podobne gangstersko-terrorystyczne akty mogły podobać się niewielu. We wznowionej właśnie „Historii Warszawy” Mariana M. Drozdowskiego, Andrzeja Sołtana i Andrzeja Zahorskiego możemy przeczytać: „Świadomość interesów warstwowych miała tylko część robotników. Ich żywiołowy, spontaniczny, emocjonalny udział w strajkach i demonstracjach nie oznaczał świadomej, konsekwentnej afirmacji określonego programu. Na postawy społeczne miała wpływ także eskalacja terroru carskich władz administracyjno-policyjnych. Mimo manifestu październikowego 1905 r. kontrofensywa caratu nie ustawała”.

Policjanci podczas nocnego dyżuru, nieustalony warszawski komisariat, rok 1925
Narodowe Archiwum Cyfrowe Policjanci podczas nocnego dyżuru, nieustalony warszawski komisariat, rok 1925

A dalej: „W ciągu trzech „konstytucyjnych” lat generał-gubernator Gieorgij Skałon podpisał ponad tysiąc wyroków śmierci, z tego w samej Warszawie w 1906 r. wykonano 343, w 1907 r. - 127 i w 1908 r. - 189. Wyroki śmierci poprzedzały tortury carskiej ochrany, które załamywały ludzi słabszych, czyniąc z drobnej części byłych bojowców donosicieli prowokatorów. Żandarmeria carska, chcąc zohydzić w opinii społecznej działania rewolucjonistów, fingowała napady typu bandyckiego, rzekomo dokonywane przez bojowców”.

Sięgnijmy do innego przykładu, do tekstu Jerzego S. Majewskiego „Warszawa 1906 roku: Miasto zamachów i buntów:

Jak miałem sześć lat, na nasz majątek napadli ludzie z pistoletami. Pamiętam strzały i przerażenie mamy. Trwała rewolucja, ale to byli nie bojownicy, tylko bandyci - tak mój dziadek wspominał początek roku 1906. Rodzina zbierała się wtedy w ogromnym, tchnącym XIX wiekiem mieszkaniu przy Marszałkowskiej 60. Wokół wielkiego stołu pod wyszczerbionymi sztukateriami siedział tłum zaproszonych gości. Kiedyś na słowa dziadka jeden z nich zakasał rękaw i z dumą orzekł: - To blizna z czasów rewolucji!

. O schyłku rewolucji i jej skutkach można mówić dopiero po upływie kilku lat, konkretnie w październiku 1909 r., kiedy miał miejsce zamach na generała majora Lwa Utoha, pomocnika generała Gieorgija Skałona w wydziale policyjnym. Wykonanie okazało się wyjątkowo partackie. Bomba rzucona na samochód generała na zatłoczonej ulicy Świętokrzyskiej Utohowi nie wyrządziła żadnej krzywdy. Śmierć poniosły dwie przypadkowe osoby, a 11 innych przechodniów, w tym kilkunastoletni chłopcy, odniosło poważne rany. Główna wykonawczyni zamachu Faustyna Mokrzycka, dręczona wyrzutami sumienia, popełniła samobójstwo.

Dalej dowiesz się:

- w jakiej powieści Prusa opisano rewolucyjną Warszawę

- z czego słynął warszawski "Dziki Zachód" tuż po wojnie

- jak działał półświatek na warszawskiej Woli po 1989 r.  

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

Kup abonament i otrzymaj:

  • dostęp do tego artykułu i wszystkich treści Naszej Historii,
  • najlepsze teksty dziennikarzy Polska Press Grupy,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • nieograniczony dostęp do archiwum.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Mariusz Grabowski

naszahistoria.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.